10593052_687672314659904_6365718433550831638_n

„Wszystko się tam kupiło…”

Prawie każdy warszawiak ma jakieś wspomnienia związane z Bazarem Różyckiego. My zachęcamy Was jednak do zapoznania się z wyjątkowymi opowieściami mieszkańców, którzy dobrze pamiętają jego czasy świetności. To szczególne świadectwo.

„Tam mogłaś iść głodna, wyszłaś najedzona; poszłaś boso, wyszłaś ubrana; tam się wszystko kupiło, od a do z (…)”
Pani Zofia (ur. 1912)

„Tu nie było żadnego zakupu bez targowania się, to nie było, nie, nie było zakupu, nieważne. Także kiedyś mama przeholowała moja, bo on, dla przykładu, dał cenę – masła, pamiętam, że masła – dziesięć złotych, a mama mówi „Ja mogę dać pięć”. To on już tylko oczy duże zrobił: „Pani, a skąd Pani przyszła?!”. Mama moja mówi: „Z Honolulu”. „To idź Pani lulu!” No to odwróciłyśmy się, idziemy – ale gdzie tam! Podbiegł zaraz za nami. „Pani, no co, jak nie dobijemy targu? No co, nie kupi Pani u mnie?”.
Pani Hanna (ur. 1918)

„Tacy byli cwaniacy, mieli takie krążki, czerwona, czarna wygrywa, to jakoś to… I ja kiedyś stanęłam przyglądałam się jak oni, gdzie ta karta jest. Wszystko wiedziałam. I myślę sobie: „No może ja się skuszę”. Ale przede mną jakaś kobieta się skusiła na to – przegrała oczywiście. I też widziała, że tak jak ona myśli, że ta karta tam jest. Nie, nigdy tam nie można było wygrać. I kiedyś mnie tak też chęć wzięła, żeby tam: „No spróbuję, może wygram”. Ale ona przegrała, myślę sobie: „No nie, już nie dam się nabrać”. No ale oni zauważyli, że ja mam ochotę, tak waham się, nie wiem co zrobić, no i zaczęli mnie namawiać. Ale obroniłam się od tego”.
Pani Stanisława (ur. 1918)

„No, pyzy. Bardzo dobre były pyzy. No, to były takie bułki, ale ciepłe, gorące, ze słoninką – pyszne, pyszne! Prawdziwe pyzy na Pradze. To była wielka przyjemność. A poza tym potem się pokazały rurki z kremem – o, to było w ogólne luksus! To można było zjeść tego dużo. Lody były wyśmienite. I owoców było dużo, bardzo dobrych, bardzo smacznych”.
Pani Magdalena (ur. 1928)

„No a buty się kupowało na Bazarze Różyckiego takie z obciętymi czubami, taka moda była w szkole wszyscy, a i takie skarpetki takie w paski. Nie wiem, dzisiaj mi się śmiać chce, że to żółto- jakieś niebiesko-czerwono… jakieś w paski. Takie śmieszne, no nie wiem, jak bikiniarze. Jak to po wojnie kolega opowiadał, że się ubierali kolorowo. No takie skarpetki, to, to była moda, żeśmy chodzili. Wychowawczyni z nami koty darła. To się kupowało na bazarze, bo wtedy w sklepach nie było no i te buty z obciętymi czubami, to, to mówię, zazdrościłem, to… A gdzie kupiłeś? Tam kolega sobie… A mówi: „Na Bazarze Różyckiego, to tam”.”
Pan Roman (ur. 1950)

„Te panie, które tam sprzedawały na Bazarze, albo na Targowej albo gdzieś, to nazywali je pumeksiary i one były tak: utrefnione, znaczy wytapirowane to się nazywało, umalowane szminka na czerwono, paznokcie na czerwono, makijaż był tak ostry…”
Pani Joanna (ur. 1953)

Fragmenty opowieści prażan ze zbiorów Archiwum Historii Mówionej Muzeum Warszawskiej Pragi – Oddział Muzeum Warszawy.

Zobacz również

blog comments powered by Disqus